29 stycznia 2015

Hopeless - Colleen Hoover



Tytuł oryginalny: Hopeless
Wydawnictwo: Otwarte
Rok pierwszego wydania: 2012
Rok polskiego wydania: 2014
Stron: 424






Uwielbiam podsumowania roku, zwracam szczególną uwagę na książki, które blogerzy ocenili wysoko, które okazały się najlepsze z przeczytanych w danym roku i  w ten sposób trafiłam na Hopeless. Książkę przeczytałam  parę dni temu i zaczęłam się nad sobą zastanawiać, ponieważ swoje lata już mam, a książka skierowana jest do młodszych czytelników, większość jest zachwycona, starsi troszkę kręcą nosami i wytykają mankamenty, teoretycznie z racji wieku powinnam się do nich przyłączyć, ale widocznie jest we mnie jakiś młody duch i podpowiada mi, że ta książka naprawdę zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. 

Nic na to nie poradzę, że lubię czytać książki o miłości, nawet tej przesłodzonej, infantylnej, nierealnej, czy takiej, jak w Hopeless rozwijającej się w zawrotnym tempie. Tu pojawiają się pierwsze zarzuty, że w prawdziwym życiu taka miłość się nie zdarza, ale nikt nie mydlił oczu, że książka jest na faktach, a poza tym jakbym miała czytać o prawdziwym życiu współczesnych nastolatków to, bez urazy, zdechłabym z nudów. Prawdziwe życie to wieczny brak kasy, a sąsiad ma lepiej, narzekanie na wszystko, pożeranie śmieciowego żarcia i narzekanie na zbędne kilogramy, spędzanie większości wolnego czasu przed komputerem i narzekanie na brak czasu, bezrobocie, drożyzna, konsumpcjonizm, niekończąca się lista o której nie chcę czytać, mam to na co dzień. Dlatego też, nie podpisuje się pod uwagami, że miłość w Hopeless jest przesłodzona, czy mało życiowa, niech taka będzie, to się dobrze czyta.
Kolejny zarzut to wygląd głównego bohatera, tu już kwestia gustu, ale ja jestem zadowolona. Niegrzeczny chłopiec acz przystojny, tatuaże, kolczyki, rozczochrane włosy to typ, który bardzo często pojawia się w młodzieżówkach od jakiegoś czasu, dla mnie bomba. Moja skromna uwaga to skojarzenie z inną książką za sprawą ust. Miejscami możemy mieć wrażenie, że czytamy łagodniejszą wersję Pięćdziesięciu twarzy Greya (przeczytałam trzydzieści stron), rozśmieszyło mnie, że przygryzanie wargi zastąpione zostało częstym spoglądaniem na usta Sky, tu przynajmniej nie istniało zagrożenie, że główna bohaterka w końcu odgryzie sobie kawałek ciała. Kwestia szybkiego rozwiązywania problemów, czyli trauma goni traumę, a życie toczy się dalej, to rzeczywiście może być dość istotna wada tej książki, podejrzewam, że szczególnie dla osób, które utożsamiają się z bohaterką lub miały podobne przeżycia i dla tych wrażliwców pełnych empatii i dla tych wyczulonych na niedociągnięcia w literaturze.
Powieść Hopless wywarła na mnie duże wrażenie, sporo emocji, ciekawi bohaterowie, niespodziewany zwrot akcji, sprawiły że ciężko było odłożyć książkę w środku nocy. W szaro-burej codzienności dobrze jest od czasu do czasu sięgnąć po lekturę, która pozwoli zapomnieć o wszystkim, choćby miała opowiadać o niesamowitej historii miłosnej nastolatków. 

3 komentarze:

  1. Czeka na półce ! Choć wiem, że to młodzieżówka,to coś mnie do niej ciągnie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. T aksiazka znalazła się w większości zestawień na samej górze, ale ja (nie wiem dlaczego) przekonana do niej nie jestem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach od dłuższego czasu.

    OdpowiedzUsuń