26 marca 2015

W słusznej sprawie - Diane Chamberlain


Tytuł oryginalny: Necessary Lies
Rok wydania: 2013
Rok polskiego wydania: 2014
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 456


A przecież to właściwie jest najważniejsze, czyż nie ? Móc wybrać to, czego najbardziej pragniemy. 223




Pisałam już kiedyś o tym, że na bieżąco korzystam z polecanek Biblionetki, co miesiąc uzupełniam przeczytane książki i portal stara się trafić w mój gust polecając książki, które mogą mnie zainteresować, zawiodłam się tylko raz, więc myślę, że program działa całkiem nieźle. Od paru miesięcy na pierwszym miejscu polecanych mi książek widniało W słusznej sprawie, ponieważ z przyjemnością przeczytałam Dobrego ojca, bez obaw sięgnęłam po kolejną powieść Diane Chamberlain i wiem już, że moja przygoda z autorką na tych dwóch książkach się nie skończy. 

Jane podejmuje swoją pierwszą, wymarzoną pracę jako terenowa opiekunka społeczna, jedną z rodzin którą będzie miała pod swoimi skrzydłami jest rodzina Hartów. Ivy Hart mieszka z chorą na cukrzycę babką, lekko upośledzoną siostrą i jej malutkim synkiem, rodzina żyje nędznie, dziewczyny ciężko pracują, dzięki czemu mogą mieszkać na terenie plantacji. Jane dostaje pierwsze zadanie do wykonania, ma zgłosić piętnastoletnią Ivy Hart do programu sterylizacji kobiet. 


Dla ubogich rodzin pracownik socjalny ma niesamowitą władzę, decyduje o przyznaniu i wysokości zasiłku, gdy Jane ma przyjechać do domu Ivy, babka upewnia się czy szynka jest schowana, ponieważ taki rarytas mógłby przyczynić się do zmniejszenia zapomogi. Dla czytelnika taka scena może wydawać się absurdalna, ale świetnie obrazuje kontrolę jaką sprawują urzędnicy nad ludźmi w potrzebie, jednak nie decyzja o wysokości zasiłku jest tutaj problemem, tylko przekonanie, że jakiekolwiek stanowisko daje prawo do decydowania o życiu drugiego człowieka. Pracownik socjalny ma za zadanie pomóc rozwiązać problemy ludzi, którym sytuacja ekonomiczna nie pozostawia wielu wyborów, jednak program eugeniki rozwiązywał głównie problem budżetu państwa, a nie biednych ludzi. To trochę tak, jakby bezrobocie rozwiązać poprzez dosłowną likwidację bezrobotnych, a nie przez udostępnianie miejsc pracy. Bezwzględność współpracowników i znajomych Jane jest przerażająca, jednotorowe myślenie tych ludzi świadczy o ich ograniczeniu i wpojonych uprzedzeniach. 

W niektórych momentach W słusznej sprawie przypominało mi książkę Służące Kathtyn Stockett, jednak u Chamberlain temat segregacji rasowej jest poruszony minimalnie, większą część zajmuje moralna postawa wobec sterylizacji kobiet. Podobieństwo jest widoczne również w postawie głównych bohaterek. Jane odbiega od norm panujących w latach sześćdziesiątych, przez co spotyka się z niezrozumieniem ze strony męża czy kobiet ze swojego środowiska. Jane jest pełna empatii, postępuje na przekór własnemu mężowi, sprzeciwia się swoim przełożonym, ale działa w słusznej sprawie.

Myślę, że W słusznej sprawie nie jest dobrą książką do poduszki, niesamowicie podnosi ciśnienie, szczególnie jeśli wczuwamy się w rolę głównej bohaterki. Polecam wszystkim, którzy nie boją się trudnych tematów i lubią powieści obyczajowe. 

21 marca 2015

Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę - Agnes Martin-Lugand



Tytuł oryginalny: Les gens heureux lisent et boivent du cafe
Rok wydania: 2012
Rok wydania polskiego: 2014
Wydawnictwo: Wielka Litera
Stron: 208







Zobaczyłam tę książkę w księgarni i pomyślałam sobie, że to dla mnie została napisana, tytuł jest śliczny, szczególnie dla osoby, która czyta książki i popija przy tym kawę, okładka też niczego sobie i jeszcze Irlandia, nie zawiodłam się na żadnej książce, której fabuła rozgrywa się w Irlandii, aż do teraz. Ta książka to zło ! Kusi okładką i przyjemnie brzmiącym tytułem, tylko po to, żeby człowieka wyprowadzić z równowagi, na szczęście jest małych rozmiarów, więc można szybko to zło odłożyć i o nim zapomnieć. 

Dla Diane czas się zatrzymał, w momencie, gdy po wypadku samochodowym zmarł jej mąż i dziecko. Nie potrafi wyjść z depresji, pogrąża się w żałobie, myje włosy szamponem córeczki, żeby czuć zapach, który ją przypomina, wciąż zakłada bluzę męża, pali ogromną ilość papierosów i popija wysokoprocentowe napoje. Największe i chyba jedyne wsparcie, główna bohaterka otrzymuje od swojego przyjaciela geja z którym wspólnie prowadziła kawiarnię i który namawia Diane na kilkudniowy odpoczynek pod palmami, jednak kobieta postanawia zmienić zupełnie otoczenie i wybiera się do Irlandii, gdzie niegdyś chciał pojechać jej mąż. Historia nabiera tempa, gdy w powieści pojawia się nowy sąsiad Diane, gburowaty Edward. 
Myślę sobie, że tytuł tej książki musi być sarkastyczną uwagą głównej bohaterki do czytelników, którzy żyją sobie swoim życiem, nie przeżyli takiej tragedii jak ona, czytają sobie książki, piją kawę i są szczęśliwi, gdy tymczasem ona topi smutki w alkoholu i wypala papierosa za papierosem. Oczywiście współczuję Diane i wszystkim innym, którzy przeżyli tak okropną tragedię, jaką jest śmierć najbliższych, ale Agnes Martin-Lugand wykreowała bohaterkę, która niesamowicie działała mi na nerwy, poza tym stworzyła, moim skromnym zdaniem, najgorszy wątek miłosny w dziejach romansów-czytadeł, jakie miałam okazję przeczytać. 

Na drodze głównej bohaterki pojawia się arogancki Edward, któremu Diane dosłownie drepcze po piętach, Edward potrafi jadąc samochodem ochlapać naszą bohaterkę błotem, a ona jeszcze za nim biegnie i obmyśla cięte komentarze, choć ostatecznie żadnego nie udaje jej się wypowiedzieć.  Dla mnie Diane zachowuje się jak nabuzowany dresiarz, który szuka zaczepki i nie zaśnie dopóki kogoś nie sprowokuje. Bardzo ciężko stwierdzić w którym z upokarzających, wspólnych momentów tej pary zrodziło się uczucie. 

Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę rozśmieszyła mnie w niektórych momentach, ale był to śmiech przez łzy, ponieważ sytuacje w jakich autorka stawia swoich bohaterów były żenujące. Mam dwie ulubione sceny, pierwsza to, gdy Diane wraca ze spaceru i biegnie za psem Edwarda, pies kieruje się do swojego domu, a kobieta radośnie biegnie za nim, przekracza próg i nagle staje zdziwiona, bo w salonie stoi Edward. To całkiem normalne, że spotykając na spacerze psa biegniemy za nim do jego domu, wchodzimy radośnie jak do siebie, a potem dziwimy się, że w środku jest właściciel domu, a nie nasza matka czy królowa Elżbieta popijająca herbatkę z filiżanki. Druga scena to moment, gdy pojawia się rywalka i ewidentnie coś knuje, dlatego Diane skrada się po cichutku do stojącej na plaży Megan, staje za plecami kobiety i ma niesamowite szczęście, ponieważ Megan mówi akurat do samej siebie jakie ma plany wobec Edwarda. Uff, dobrze, że Megan nie zachowała się jak normalni ludzie, bo inaczej Diane stałaby za jej plecami i zastanawiała się o czym myśli. 


źródło
Drodzy szczęśliwi ludzie, pijcie kawę (jeśli lubicie), czytajcie książki, ale nie marnujcie czasu na powieść Agnes Martin-Lugand. Można przeczytać banalną książkę o miłości i znaleźć w niej coś wartościowego, sama mam jedną taką w swoich ulubionych, można przeczytać książkę o żałobie i jej ciężkich etapach, można też przeczytać książkę Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę i nieźle się zdenerwować. Zawsze podchodzę optymistycznie do różnych bestsellerów, cieszę się, że ludzie zarabiają pieniądze pisząc książki, Agnes Martin-Lugand również gratuluję, a tym nieszczęśnikom, którzy książkę kupili proponuję używać jej jako podkładki do kawy, będzie się ładnie prezentować na stole i nie będziecie mieli poczucia, że wyrzuciliście pieniądze w błoto. 

07 marca 2015

Global Nation: Obrazki z czasów popkultury - Grzegorz Kopaczewski




Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2004
Stron: 374
Z okładki: Londyn to miasto ze snów. Jest cool, bo jest praca i kasa. Ludzie są trendy, bo wiedzą, gdzie się zabawić...Daniel siedzi tu od roku, jest przejazdem - jak wielu innych. Mieszka z grupą takich jak on, dwudziestoparoletnich losers z różnych stron świata. Imprezują, przyjaźnią się, kochają i nie dosypiają. Wieczorami wspólnie oglądają Jezioro marzeń, Seks w wielkim mieście albo MTV.



Grzegorz Kopaczewski to niesamowity obserwator, opisuje życie młodych ludzi, błądzących po świecie w poszukiwaniu swojego miejsca, kalejdoskop postaci jest tak zróżnicowany, że każdy odkryje w tej książce siebie lub swojego znajomego. Często wracam do Global Nation, ta książka chyba nigdy mi się nie znudzi. 

Nawet nie zadzwonili. Powiedz mi, że jestem czymś więcej niż moje CV. 169 

Daniel, absolwent ekonomii, wyjechał do Londynu, żeby wspomóc rodzinę finansowo, wynajmuje mieszkanie z dwoma Hiszpankami Vanessą i Carol, Amerykaninem Bradem, Niemką Marią i jej chłopakiem Christophem, który pochodzi z Francji. Bohaterowie Global Nation pracują w tak zwanych MC'pracach, sieciowych kawiarniach, restauracjach i barach, pracują poniżej swoich kwalifikacji i możliwości. Ich codzienność jest bardzo schematyczna, zmieniają się tylko ludzie, których spotykają na swojej drodze, w tle mnóstwo rozmów na temat różnic kulturowych, problemów dotykających młodych ludzi, kultury masowej i ideologii życiowych. 

Urzeka mnie w tej książce atmosfera panująca w mieszkaniu wynajmowanym przez Daniela, jest tam jedynym Polakiem, więc ciekawe rozmowy o różnicach kulturowych pojawiają się dość często, na przykład w niedzielne poranki, gdy współlokatorzy oglądają w piżamach seriale. W Global Nation pojawia się również subtelny wątek miłosny i bardzo sympatyczna dziewczyna Fiona, która po wypiciu kawy w kawiarni zostawia podziękowania na serwetce. 


źródło
Młodzi ludzie, którzy mają marzenia, pasje i wiele pomysłów, teoretyczne świat stoi przed nim otworem, możliwości są nieograniczone i ta otwartość współczesności, moim zdaniem ich przeraża, dlatego boją się cokolwiek zmienić, nie wiedzą którą drogę wybrać, nie chcą barć udziału w wyścigu szczurów, więc znoszą współczujące spojrzenia kolegów pracujących w korporacjach. Wokół nich pokolenie instant, fastfoodowe przyjaźnie, wszystko szybko, mocno, intensywnie, pęd za pieniądzem, markowym ubraniem, nowym samochodem, Daniel w pewnym momencie porównuje swoje życie do jazdy pociągiem, który zatrzymuje się jedynie w piątek, gdy jest czas na rozrywkę, puszkę piwa i przeczytanie czasopisma. 

Bohaterowie Global Nation doceniają ulotne chwile, momenty magiczne, których nie można kupić za żadne pieniądze, wybierzcie się z nimi na imprezę do rana, a wylądujecie na dachu z kubikiem mięty i zobaczycie piękny wschód słońca, zabiorą was do Paryża, gdzie odwiedzicie kawiarnię w której kręcono film Amelia. Poza tym poznacie życie emigrantów w Londynie, zmierzycie się z poglądami antyglobalistycznymi, krytyką konsumpcjonizmu, komentarzami na temat popkultury i wieloma osobami, które szukają swojego miejsca w życiu.