21 marca 2015

Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę - Agnes Martin-Lugand



Tytuł oryginalny: Les gens heureux lisent et boivent du cafe
Rok wydania: 2012
Rok wydania polskiego: 2014
Wydawnictwo: Wielka Litera
Stron: 208







Zobaczyłam tę książkę w księgarni i pomyślałam sobie, że to dla mnie została napisana, tytuł jest śliczny, szczególnie dla osoby, która czyta książki i popija przy tym kawę, okładka też niczego sobie i jeszcze Irlandia, nie zawiodłam się na żadnej książce, której fabuła rozgrywa się w Irlandii, aż do teraz. Ta książka to zło ! Kusi okładką i przyjemnie brzmiącym tytułem, tylko po to, żeby człowieka wyprowadzić z równowagi, na szczęście jest małych rozmiarów, więc można szybko to zło odłożyć i o nim zapomnieć. 

Dla Diane czas się zatrzymał, w momencie, gdy po wypadku samochodowym zmarł jej mąż i dziecko. Nie potrafi wyjść z depresji, pogrąża się w żałobie, myje włosy szamponem córeczki, żeby czuć zapach, który ją przypomina, wciąż zakłada bluzę męża, pali ogromną ilość papierosów i popija wysokoprocentowe napoje. Największe i chyba jedyne wsparcie, główna bohaterka otrzymuje od swojego przyjaciela geja z którym wspólnie prowadziła kawiarnię i który namawia Diane na kilkudniowy odpoczynek pod palmami, jednak kobieta postanawia zmienić zupełnie otoczenie i wybiera się do Irlandii, gdzie niegdyś chciał pojechać jej mąż. Historia nabiera tempa, gdy w powieści pojawia się nowy sąsiad Diane, gburowaty Edward. 
Myślę sobie, że tytuł tej książki musi być sarkastyczną uwagą głównej bohaterki do czytelników, którzy żyją sobie swoim życiem, nie przeżyli takiej tragedii jak ona, czytają sobie książki, piją kawę i są szczęśliwi, gdy tymczasem ona topi smutki w alkoholu i wypala papierosa za papierosem. Oczywiście współczuję Diane i wszystkim innym, którzy przeżyli tak okropną tragedię, jaką jest śmierć najbliższych, ale Agnes Martin-Lugand wykreowała bohaterkę, która niesamowicie działała mi na nerwy, poza tym stworzyła, moim skromnym zdaniem, najgorszy wątek miłosny w dziejach romansów-czytadeł, jakie miałam okazję przeczytać. 

Na drodze głównej bohaterki pojawia się arogancki Edward, któremu Diane dosłownie drepcze po piętach, Edward potrafi jadąc samochodem ochlapać naszą bohaterkę błotem, a ona jeszcze za nim biegnie i obmyśla cięte komentarze, choć ostatecznie żadnego nie udaje jej się wypowiedzieć.  Dla mnie Diane zachowuje się jak nabuzowany dresiarz, który szuka zaczepki i nie zaśnie dopóki kogoś nie sprowokuje. Bardzo ciężko stwierdzić w którym z upokarzających, wspólnych momentów tej pary zrodziło się uczucie. 

Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę rozśmieszyła mnie w niektórych momentach, ale był to śmiech przez łzy, ponieważ sytuacje w jakich autorka stawia swoich bohaterów były żenujące. Mam dwie ulubione sceny, pierwsza to, gdy Diane wraca ze spaceru i biegnie za psem Edwarda, pies kieruje się do swojego domu, a kobieta radośnie biegnie za nim, przekracza próg i nagle staje zdziwiona, bo w salonie stoi Edward. To całkiem normalne, że spotykając na spacerze psa biegniemy za nim do jego domu, wchodzimy radośnie jak do siebie, a potem dziwimy się, że w środku jest właściciel domu, a nie nasza matka czy królowa Elżbieta popijająca herbatkę z filiżanki. Druga scena to moment, gdy pojawia się rywalka i ewidentnie coś knuje, dlatego Diane skrada się po cichutku do stojącej na plaży Megan, staje za plecami kobiety i ma niesamowite szczęście, ponieważ Megan mówi akurat do samej siebie jakie ma plany wobec Edwarda. Uff, dobrze, że Megan nie zachowała się jak normalni ludzie, bo inaczej Diane stałaby za jej plecami i zastanawiała się o czym myśli. 


źródło
Drodzy szczęśliwi ludzie, pijcie kawę (jeśli lubicie), czytajcie książki, ale nie marnujcie czasu na powieść Agnes Martin-Lugand. Można przeczytać banalną książkę o miłości i znaleźć w niej coś wartościowego, sama mam jedną taką w swoich ulubionych, można przeczytać książkę o żałobie i jej ciężkich etapach, można też przeczytać książkę Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę i nieźle się zdenerwować. Zawsze podchodzę optymistycznie do różnych bestsellerów, cieszę się, że ludzie zarabiają pieniądze pisząc książki, Agnes Martin-Lugand również gratuluję, a tym nieszczęśnikom, którzy książkę kupili proponuję używać jej jako podkładki do kawy, będzie się ładnie prezentować na stole i nie będziecie mieli poczucia, że wyrzuciliście pieniądze w błoto. 

27 komentarzy:

  1. Na szczęście nigdy wcześniej o niej nie słyszałam i nie miałam w planach. :D I kawy też nie znoszę! :P A tak swoją droga szukam w pamięci książek, których akcja dzieje się w Irlandii i mam w głowie pustkę. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irlandia...pierwsze tytuły jakie przychodzą mi do głowy to książki Sharon Owens ( fajne czytadełka ), seria Brendan'a O'Carroll'a -"Mamuśka", "Urwisy" i "Babunia" ( też lekkie, ale przyjemne ) i "Ulica marzycieli" Robert McLiam Wilson.

      Usuń
  2. Słyszałam już o tej książce. To oburzające, że piękna okładka i wspaniały tytuł skrywają tak mierną treść;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobrze powiedziane, to oburzające :)

      Usuń
  3. Dzięki za ostrzeżenie. Będę omijać tę książkę z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeważnie radzę, żeby każdy przeczytał sam ocenił, ale w tym przypadku to nie ma sensu.

      Usuń
  4. JA kiedyś zmarnowałam i bardzo żałowałam. Ani tytuł, ani okładka nie miały nic wspólnego z tym czym, co wydawcy zwią książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dużo osób dało się złapać na ten tytuł :)

      Usuń
  5. Przyznaję się bez bicia, też często wybieram książki po obiecującym tytule. I na tą też pewnie dałabym się złapać. Dzięki za ostrzerzenie, szkoda tracić czas na mało wartościowe pozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też często wybieram książki ze względu na tytuł albo interesującą okładkę, ale nawet wybierając książkę z czyjegoś polecenia nie mamy pewności czy nam się spodoba.

      Usuń
  6. Okładka urocza i tytuł też adekwatny do mojej osoby. Ale gdy zaczęłam czytać Twoją recenzję i doszłam do tych dwóch fragmentów... to nie wiem, czy śmiać się, czy płakać... serio? :o

    OdpowiedzUsuń
  7. rzeczywiście dziwne że w domu właściciela psa... jest on sam hahaah xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku głównej bohaterki tej książki wszystko jest możliwe :))

      Usuń
    2. taka bridget jones absurdu:D

      Usuń
    3. Coś w tym jest, tylko akurat Bridget wybaczę wszystko, nawet wielkie gacie i niekończące się odchudzanie :)

      Usuń
  8. Ha ha mnie ten tytuł całkowicie kupił. Ale potem zaczęłam czytać recenzje i mój entuzjazm prysł jak bańka mydlana. Jedno jednak muszę przyznać - tytuł tej książki to marketingowy majstersztyk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, przyciąga jak magnes :)

      Usuń
  9. Zwykle jak coś jest reklamowane jako bestseller to mi się to nie podoba :) Chyba specjalnie promują słabsze książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie też ta książka zawiodła. Zupełnie nie tego się spodziewałam. Niczego ciekawego w niej nie znalazłam. Słaba powieść.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dobrze, że nie pijam kawy, więc do książki mnie nie ciągnęłoby nigdy. ;) Fragmenty, jakie opisałaś były śmieszne, pewnie waliłabym ksiązką w ścianę przy czytaniu... Odpuszczam. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ha, ha, ha! Książka może faktycznie fatalna, ale za to recenzja REWELACYJNA !!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Tytuł taki genialny i od razu zwraca uwagę, a w środku takie rozczarowanie. Aż się zdziwiłam, bo wydawało się, że to taka optymistyczna książka. A tu zupełnie w inną stronę.

    OdpowiedzUsuń
  14. muszę przeczytać tą książkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka początkowo przyciąga, ale ostatecznie nie zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  16. haaaaaaaahahahaha rozwaliły mnie przytoczone przez Ciebie sceny :D Bieg za psem mistrzostwo jak w jakiejś telenoweli :D

    OdpowiedzUsuń