20 sierpnia 2015

♥ Ulubione książki MałejA


Czternastego sierpnia obchodziłyśmy pierwsze urodziny MałejA. Muszę przyznać, że ten rok minął niesamowicie szybko, a zmiany jakie z dnia na dzień obserwuję u mojej córki są ciekawsze od każdej książki. Wymarzyłam sobie kiedyś małego łobuziaka i moje marzenia się spełniły. 
Poniżej krótkie podsumowanie naszego czytelniczego roku. Przyznam, że inaczej wyobrażałam sobie czytanie książek mojemu dziecku, miałam w głowie przyjemny obraz wspólnego przeglądania, czytania, opowiadania, natomiast wygląda to na razie zupełnie inaczej. MałaA najczęściej jest średnio zainteresowana samą opowieścią, tekstem, a nawet obrazkami, moja córka z wielką namiętnością przewraca strony, jeśli tekstu jest mało czasami udaje mi się coś przeczytać, od niedawna MałaA podaje mi książeczkę, którą mogę jej potrzymać, wtedy łatwiej jest przewracać kartki. Oczywiście czytam pomimo wyraźnego zainteresowania, bywają też książeczki w których MałaA upodobała sobie tylko jedną czy dwie strony i pozwala mi je przeczytać z wyraźną radością, próba przeczytania innych kończy się złością i wyrywaniem książki. Napisałam najczęściej, ponieważ jest jeden wyjątek, byłam w ciężkim szoku, gdy moja córka po raz pierwszy wysłuchała tego co czytam, co więcej domagała się kolejnego razu i następnego, pokazywała mi tę książkę na półce, nie zgadzała się na inne, doszło do tego, że zaczęłam chować "Bintę", bo nie mogłam na nią patrzeć. Do zdjęć zamiast MałejA pozuje Tadzio. 


Zdjęcie powyżej powinno mieć dedykację, ponieważ to niektóre książki polecane przez Pannę Swawolną. Muszę wyznać, że Zuzanna i Róża przekonują mnie do książek błyskawicznie, zaglądam na różne blogi, czytam o książkach dla dzieci, ale po każdym nowym wpisie Panny Swawolnej reakcja jest natychmiastowa, jakaś magia ( czyt. dobra recenzja plus genialne zdjęcia z Różą ) sprawia, że przebieram nogami i wykrzykuję: "muszę to mieć !". Wiedziałam, że w dniu urodzin mojej córki stanę się oficjalnie osobą bezrobotną, dlatego też po otrzymaniu ostatniego zasiłku macierzyńskiego zakupiłam kilka książek dla MałejA.


Księga dźwięków to pierwsza książka, którą MałaA zaczęła kartkować, niestety nie przetrwała intensywnego "czytania", obecnie jest w trzech częściach, okładka odłączyła się od kartek bardzo szybko. Nietrwałe wykonanie to jedyna wada Księgi dźwięków, poza tym daje mnóstwo radości, nie tylko dzieciom, każdy gość MałejA dostawał Księgę do przeczytania i bawiliśmy się przy tym świetnie. Ulubione obrazki MałejA dość często się zmieniają, obecnie faworytem jest duch "uuuu". 


Ucz się z Tosią i jej mamą to książeczka z kosza marketowego, zachęciło mnie oczywiście imię głównej bohaterki. Długo rozważałam ten zakup, bo książka ma błyszczące wstawki, które wydają się niesamowicie kiczowate. MałaA przegląda ją bardzo często, z błyskotek interesuje się tylko drzewem, myślę, że to jej ulubiona książka do samotnego przeglądania. 


Zakochałam się w "Ciekawe, co myśli o tym królowa" od pierwszego przeczytania, w przeciwieństwie do MałejA, która początkowo ignorowała tę książkę, później szukała strony z kaczką i domagała się wielokrotnego czytania "Kwa, kwa, kwa. I jeszcze raz kwa.", zaczęła też kwakać razem ze mną.


Seria "Wokół nas" była do kupienia w Biedronie za jakieś grosze, okazała się strzałem w dziesiątkę, co prawda to kolejna książeczka, którą MałaA najchętniej przegląda sama, ale czasami robi wyjątki i pozwala mi wtrącić kilka słów o tym co rodzina Marysi i Pawła porabiają na działce, w górach czy nad morzem i jakie rośliny, warzywa i owoce  widzimy na obrazkach. 


Niemiecka miękka książeczka z obrazkami to jeden z naszych stałych elementów ekwipunku spacerowego. Zabawa polega na tym, że MałaA pokazuje palcem obrazek, a mama odpowiada co się na nim znajduje, problem polega na tym, że MałaA pokazuje zawsze dwie rzeczy przez kilka minut, więc jeśli kiedyś spotkacie kobietę z dzieckiem i usłyszycie entuzjastyczne: " lew, latawiec, lew, latawiec, lew, latawiec ... !" to mogę być ja i MałaA na spacerze. 


Twarde książeczki, których ( chyba jak każde dziecko ) mamy w domu pełno, jednak te trzy należą do najczęściej oglądanych, czytana jest tylko Skarżypyta i jest to nasza książeczka na nocnik. Czterech muzykantów z Bremy nie przeczytałyśmy nigdy, zabawa polega na tym, żeby z narastającym napięciem przekartkować całą książeczkę i w końcu ujrzeć dziewczynkę na okładce, MałaA jest wniebowzięta, uradowana i uśmiechnięta od ucha do ucha, po czym kartkuje od początku i całą zabawę powtarza jeszcze parę razy. 


Na koniec Binta tańczy, książka którą chowam przed moją córką i dawkuję ją w rozsądnych ilościach. Pierwsza książka którą mogę czytać, choć jest to czytanie kontrolowane, po słowach "Binta, chodź!" MałaA ma minę jakby wygrała szóstkę w totka, natomiast po "O, jaka Binta ładna"  moje kochane dziecko uśmiecha się, klaszcze, macha rękami, po czym zamyka książkę i każe czytać od początku. 
Muszę przyznać, że Binta pomogła mi w wielu trudnych chwilach, gdy MałaA ma humorki zaczynam recytować tekst z książki i moje dziecko natychmiast się uspokaja, przy okazji mina klientów w sklepie czy pań w różnych urzędach - bezcenna, a "Pupa mamy bombelli - bombelli - bom". 

9 komentarzy:

  1. Dzidzuś robi łee łee - dobre:) Ja mam często kontakt z córką mojej przyjaciółki i tak samo wygląda czytanie książeczek, głównie frajda to przewracanie kartek:) Teraz już jest lepiej, bo O. kończy we wrześniu 2 latka i już robi pisiu pisu więc muszę kupić jakieś malowanki ;D A i wszystkiego najlepszego dla Twojej córy z okazji urodzinek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moi młodsi bracia nie przepadali za książeczkami, ale teraz ten troszkę starszy czyta "Harrego Pottera"
    Osobiście zafascynowała mnie książeczka "Ciekawe, co myśli o tym królowa" chyba ze względu na tytuł ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie fajne te książeczki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łaaaał! Super! Czuję się zaszczycona! :D I aż się rumienię na myśl, że inspiruję kogoś tak bardzo. :) Super, że czytacie i że sprawia Wam to dużo radości, choć na razie każdemu inaczej. :) Widzisz, co dziecko to inne. Róża najbardziej właśnie lubi jak ja przewracam kartki i koniecznie muszę wszystko czytać, nazywać i takie tam. Nawet nasza "Księga dźwięków" się jeszcze dzięki temu trzyma w całości. :)
    Binta... u nas też hit! A w urzędach jeszcze prawdziwa pupa musi iść bombelli-bom, żeby był spokój. :D To są widoki! :D Jeszcze miesiąc albo dwa i "Jest tam kto?" i Czereśniowa u Was ruszą... Nie odpędzisz się! :)
    "Uczę się z Tosią i jej mamą" - rany! Z dzieciństwa pamiętam bardzo podobne ilustracje. Ahhh, ale nigdzie jej nie ma. :(
    No nic, serdeczne życzenia dla Tosi, niech za kilka lat wyrośnie na mola książkowego, start ma dobry. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. sama bym sobie poczytała;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale chętnie zaopatrzyłabym się w takie książeczki, bo sukcesywnie staram się kompletować biblioteczkę. :) Twoja córa jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
  7. Też chętnie wracam do książek z dzieciństwa ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. jakie świetne kolorowe:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowne, że już teraz przelewasz w dziecko miłość do czytania, trzeba zaczynać jak najwcześniej. Rozerwana książeczka to znak, że się podobała. :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń